
A wszytko zaczęło się od moich dwóch synów... Bo byłam i wciąż czasami jestem (mimo wieku i ciężaru, jakie osiągnęły moje dzieci) matką noszącą. Nosiłam swoich chłopaków, gdy byli maleństwami, by dać im jak najwięcej siebie, by zaspokoić ich, a szczególnie młodszego - wcześniaka, potrzebę bliskości. Nosiłam, by utulić ich smutki, złagodzić kolki, ból ząbkowania, dolegliwości ulewania, uśpić, gdy nic innego nie skutkowało. Nosiłam, gdy młodszy zbojkotował wózek, a starszego rozbolały nóżki na długim spacerze. Nosiłam w muzeach, gdzie wózkom wstęp był wzbroniony, w Zoo, gdzie z rąk mamy widok jest lepszy, w sklepikach, do których inaczej wejść z dzieckiem trudno.
Chusty i nosidła ratowały moje ręce przed omdlewaniem z bólu a pokrzywiony kręgosłup przed nierównomiernym obciążeniem i długofalowymi skutkami takowego. Chusty sprawiły, że miałam wolne ręce zawsze, gdy tego potrzebowałam i mogłam pójść nie rozstając się z dziećmi wszędzie, gdzie tylko zapragnęłam.
Nosiłam dużo i w wielu rożnych chustach, starałam się przeczytać wszystko, co o noszeniu dzieci i chustach napisano. Swoją wiedzę teoretyczną i praktyczną przy każdej nadażającej się okazji przekazywałam innym rodzicom. W końcu samo doświadczenie mi nie wystarczyło. Na odpowiednich kursach podniosłam swoje kwalifikacje i zdobyłam kompetencje do udzielania fachowej pomocy, również w przypadkach trudnych.
Jeżeli potrzebujesz pomocy Doradcy, skontaktuj się ze mną, z przyjemnością Ci pomogę!
Kasia Wałęga
Doradca Noszenia ClauWi